środa, 27 czerwca 2012

Bo mimo wszystko...


od kilku dni chciałabym mieć odwagę by wysłać Ci wiadomość tu na fb czy smsem,pod jakimkolwiek pretekstem. że babcia dziękuję za życzenia, jak Ci się pracuje, jak Ci idzie w grze, czy wybierasz się gdzieś na półfinał, od której możemy przyjść w niedzielę.. Pod pretekstem, bo tak naprawdę to chciałabym Ci powiedzieć, że czuję coś do siebie. Że ja, która sobie obiecywałam, że się nie zakocham, zakochałam się w Tobie. A nie mogę, bo mimo że nigdy o niej nie mówiłeś, Twój fejs twierdzi że masz dziewczynę. Nie mogę, bo wiem, że Ty mnie traktujesz tylko jako przyjaciółkę... może tylko w sumie jako znajomą, koleżankę - ale i tak nie chciałbym tego popsuć. Bo za krótko się znamy.
Gdy razem pracowaliśmy, też traktowałam Cię tylko jako fajnego kolegę, z którym naprawdę dobrze się gada, wraca kolejką. Dopiero tego ostatniego wieczoru coś więcej zagościło w moim sercu. Co? Nie umiem tego wytłumaczyć. Wiem, że ja... Bardzo Cię lubie.
Ale chciałabym Ci powiedzieć że dziękuję losowi że się spotkaliśmy,że pracowaliśmy razem. że nie mam może szans, by Ci to wszystko powiedzieć, że pewnie to minie, ale dziękuję że dzięki Tobie uwierzyłam, że jednak mogę się zakochać. Że jesteś naprawdę fajnym chłopakiem, że chciałabym z Tobą spędzać więcej czasu. I mam nadzieję, że jednak od czasu do czasu będziemy się spotykali. Jako znajomi, bo jesteśmy naprawdę fajną ekipą.
Dziękuję Ci. i szkoda że nie mogę Ci wysłać tej wiadomości. Czy wyśmiałbyś mnie? Nie wiem. Pewnie tak. Ale nigdy się nie dowiem.

wtorek, 3 stycznia 2012

To znów ten dzień kiedy chcesz odwrócić się, dosięga Cię ta siła, zrzuć z siebie ten sen...

Nie pasuję. Źle wybrałam studia. Źle zdecydowałam się je kontynuować, żeby mieć mgr przed nazwiskiem. I co mi to da? A teraz... nie wycofam się. No bo ja nie chcę rezygnować. Acz najprościej by było. Wszystko rzucić w cholerę. Nie męczyć się z zadaniami, które być może nie są aż tak trudne, ale mi się po prostu nie chce. Zwyczajnie jestem leniem patentowanym. Nie pasującym.
16 rok się uczę. 4 rok na uniwersytecie. I mam już serdecznie dosyć.


A czego bym chciała?
Czytać książki dla przyjemności, nawet i cały dzień.
Podróżować. Albo nawet nie podróżować aż tak bardzo, ale na przykład wyjechać sobie do Paryża. I tam zostać na jakiś czas. Nie wiem, miesiąc, trzy miesiące, pół roku?
Dwa tygodnie wróciłam stamtąd. Tak, moje marzenie od prawie 10 lat, a tak intensywnie od na pewno 5, zostało spełnione. Dzięki wspaniałej osobie, której nigdy się nie odwdzięczę. Ja wiem, że ona tego nie oczekuje, że spłacę ją, że cieszyła się z mojego szczęścia, ale chciałabym. Wiem, że ona wie jak bardzo jestem jej wdzięczna.
I tam, w Paryżu, jest moje miejsce. Jest. Oddychać atmosferą tego wielokulturowego miasta, wsiadać szybko do metra, bo drzwi się zamykają, w metrze słuchać Le temps des fleurs/To były piękne dni - wykonywane na akordeonie/gitarze/syntezatorze, otwierać drzwi tymi dziwnymi klamkami, błądzić po stacji metra w poszukiwaniu wyjścia, zachwycać się widokiem Wieży Eiffla, wiedząc że to trochę 'cliche' - to moje życie.
Przesyłanie buziaków gargulcom z dołu Notre Dame, potem sapanie i "I'M GOING TO DIE HERE" na 200 schodku. Ale widok z Notre Dame i głaskanie gargulców czy widok La Grande Marie wszystko wynagradza.
I zobaczenie na żywo artystów, którzy ukształtowali moje życie. Usłyszenia na żywo piosenek z musicalu, w oryginalnych wykonaniach. Śpiewania/wycia razem z artystami tychże piosenek najgłośniej jak się da, tak że ludzie siedzący przed i za nami oglądali się na nas z wiadomą  miną. Nic to, rozmawiałyśmy po angielsku, żeby nie było. Piszczenia, klaskania po wykonie. Widzenia z góry światełek przy Lune. Przesyłania buziaków G i Patrickowi gdy schodzili ze sceny i przeżywania tego, że na pewno do nas machali, bo reszta publiki akurat z naszej strony nie machały, to tylko my bez opamiętania wykonywałyśmy ruchy rękoma. Ln, która ostatniego wieczoru wyszła z samochodu prawie 2 godziny po koncercie do fanów ( w tym nas) żeby podziękować. Spotkań z Cecile, Eleanor, Hecate, Geną i Sophie, Natalią i Henryką. Zdjęć z Nat i Leylą na bateau mouche. Tęsknię.I to jest moje życie.
Nie codzienne wstawanie o 6. Nie otrzymywanie e-maili o treści które dołują. Nie poprawianie referatu. Nie tłumaczenie artykułu który mnie nie interesuje. Nie pisanie czegoś do czego nie mam serca.
W tej chwili nie spełniam się. Nie tak ma wyglądać moje życie.
Czy kiedyś spełnią się moje marzenia? Czy będę robić to co chcę, a nie to co muszę?
Pozostaje mi nadzieja, że jednak tak.....

niedziela, 11 września 2011

Iza Lach: NIC WIĘCEJ

Iza Lach: NIC WIĘCEJ: No i stało się! Pierwszy singiel z płyty "KRZYK". Premiera 18.10.2011 :) Tytuł: Nic więcej Długość: 3:19 Powstał?: w tramwaju linii...


nowa Iza. trzeba posłuchać. TRZEBA. Hit jesieni zapowiadam.

Nigdy nie powiesz nic więcej choćbyś chciał
I choć mnie trzymasz za rękę puścisz i tak
wiesz już że będzie lepiej uciekać.....

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Codziennie przechodzę obok swoich marzeń, które są czyjąś codziennością..

2 miesiące. eh normalka. czas zmobilizować dziewczyny. czas wrócić do pisania. na lj rzuciłam sobie wyzwanie z 30 dniowym challengem muzycznym. na razie jakoś idzie. 3 dzień dopiero, fakt, ale idzie. może i tu pójdzie. może i z licencjatem pójdzie. i z pracami zaliczeniowymi. i z czytaniem na zajęcia. bo na razie bawię się z Mario Vargas Llosą, książkami lefebrystów.. a to za wcześnie. egzaminy z cywilizacji starożytnych i literatury serbsko-chorwackiej XIX wieku leżą i kwiczą. i to jak.
Nawet kurczę nie chcę mi się odpisywać na komentarze na facebooku. a fe, a fe! brzydkie ze mnie dziecko. bardzo brzydkie.

i grube. no, może nie jest aż tak źle, ale przyda się Wielki Post. tak, jest styczeń. ale to tak szybko minie, że zaraz będzie Wielkanoc. ten czas tak mknie...
ale że ja miałam o grubości pisać? bo się dziecko obżarło słodkim. a na Sylwestrze u M. chipsami i waflami K. ale było bardzo sympatycznie. chyba pierwszy raz poza domem... fakt, że ten dom to był dwa bloki dalej, pół ulicy, ale zawsze. dawno tak się nie uśmiałam. potrzebowałam tego. naprawdę.

tęsknie za wakacjami 2010. mając nadzieję na wakacje 2011 tak wspaniałe... albo nawet jeszcze lepsze. chociaż z tym to będzie trudno. ale kto tam wie? wszystko przed nami....

brak inspiracji. brak. brak. brak.

czwartek, 11 listopada 2010

'Wszystko razem będzie szło za nami w postaci salw, soli, salin, wysławiania....'

'Tak będzie. Pośród sztormu, na wietrznej wyspie,
nasze wiatrówki będą łopotały
jak kiedyś łopotały flagi,
ciężko będzie utrzymać się na nogach...'
Primoz Cucnik w przekładzie Macieja Olszewskiego z tomiku Równoległa realność

Święto Niepodległości, św. Marcina.. który prawdopodobnie nie istniał, no ale legenda została.., ja dopijam drugą, już prawie zimną kawę, podgryzam kaczuszko-pianki i uśmiecham się na zaproszenie redakcji mmtrójmiasto na kawę. Się wpadnie, kiedyś w końcu trzeba będzie. Zerwie się z wykładu, np. z filozofii albo czegoś tam równie nudnego i się pójdzie piechotką nad Motławę.
Natasha w słuchawkach, chociaż powinno być bardziej patriotycznie dzisiaj. Ale jak bardzo ten tekst pasuje. 'Never give up...' 'It's hard, girl...'
now-reading SH, wczoraj odebrane zamówienie, 1,40zł tańsze w przedsprzedaży w Empiku. na półkach nadal nie ma, a ja mam w mieszkaniu i czytam na przemian z Kapuściński-non fiction. a Ugresić leży i kwiczy. Niech pani da mi spokój, pani Dubravko. Proszę posłuchać 'Patrzę prosto na delikwenta jak pająk na muchę, leniwie się przeciągam, po czym z czarującym uśmiechem, najsłodziej jak umiem, wyjaśniam: pytanie jest boleśnie niezgodne z podstawowymi założeniami logiki' Fakt, książka bardzo źle korektorowana, już na 4 stronie nawias się nie zamyka, gdzieś indziej są otworzone dwa i żaden nie zamknięty, ale co z tego?
Dwie wizyty w Hali Sportowo-Widowiskowej w ciągu 3 dni? Czemu nie? Dziś mecz koszykówki, Gdynianki przeciwko Chorwatkom - wiadomo komu kibicować - w sobotę polska wersja Notre Dame. Na pewno nie będę tak zachwycona jakbym była po obejrzeniu wersji oryginalnej, na którą mogłabym jechać gdybym chciała.. nie, zaraz, BARDZO BYM CHCIAŁA, tylko że wiem że nie mogę.. ale i tak. to Notre Dame. Będzie dobrze. zapewne.
M. odpisała. jak zwykle wtedy kiedy się nie spodziewałam. Znaczy, może i się spodziewałam, już tak gdzieś od półtorej miesiąca się spodziewałam, ale i tak, się dziecko zacieszyło.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Minus/Plus

-
nie było się w Krakowie, a na Targi Książki wybiera się od uh-uh-uh lat.
pogoda brzydka. ale taka brzydka.
iPod na shuffle wybierał same smutne, wolne piosenki, więc się zasnęło w kolejce.
nie poszło się na chorwacki, a fe, a fe.
akcent na słoweńskim był zły.
M nie odpisuje.
a o H to już nie wspominam.
książki Kreffta już nie było, a Hołowni jeszcze nie było w Empiku. buu
kasa znika w zastraszającym tempie.

+
kawa jak zwykle dobra, ciepła i w ogóle.<3
przyjaciele odpisują i są w ogóle kochani.
będzie praca w komisji wyborczej = znaczy będzie kasssaaaaa.
na urodziny się dostanie albo Kreffta albo bilet na Spamalota. albo obaaa? bo jak A. kupi na Spamalot, to się poprosi rodziców/babcię/kogoś innego o Kreffta?:)
Piaf wraca do Teatru Miejskiego, więc się może w końcu wybierze?
religioznawstwo nie gryzie, a nawet przeciwnie...
do Notre Dame l'histoire zostało 5 DNI!!!!
do 21 urodzin miesiąc i jeden dzień.


Czyli co, ogólnie na plus, nie?:)